Informacje o rzekomym priorytetowym umówieniu badania przez posłankę Małgorzatę Pępek wywołały dyskusję o zasadach dostępu do świadczeń zdrowotnych. Posłanka zapewnia, że nie korzystała z przywilejów i była wpisana do normalnej kolejki. Sprawa pokazuje wyzwania związane z czasem oczekiwania na badania diagnostyczne.
Po tekstach w mediach o terminie badania gastroskopii w Szpitalu Żywiec głos zabrała poseł Małgorzata Pępek. Odniosła się do zarzutów, że została zapisana na badanie poza kolejnością. Skupiła się na sposobie rejestracji oraz na tym, w jakich okolicznościach wyznaczono jej termin wizyty.
Według informacji portalu Zero posłanka miała dostać termin badania znacznie szybciej niż inni pacjenci. Portal podał, że na wizytę czekała około trzech tygodni, podczas gdy standardowy czas oczekiwania miał sięgać nawet kilkunastu miesięcy. Te dane stały się punktem odniesienia w dyskusji o zasadach kolejności przyjęć na badania diagnostyczne w tej placówce.
W odpowiedzi na doniesienia medialne Małgorzata Pępek zapewniła, że nie zabiegała o przyspieszenie terminu. Po otrzymaniu skierowania od lekarza rodzinnego poprosiła znajomą pracującą w szpitalu wyłącznie o dokonanie rejestracji, żeby nie musieć osobiście iść do placówki. Twierdzi, że została wpisana do zwykłej kolejki oczekujących, a później zadzwoniono do niej z informacją, że zwolnił się wcześniejszy termin, bo inny pacjent zrezygnował z badania, co umożliwiło jej skorzystanie z szybszego terminu.
Posłanka opisała, że normalnie umówiła się na gastroskopię i poprosiła koleżankę o pomoc w rejestracji. Potem otrzymała telefon ze szpitala z informacją o zwolnionym terminie, z którego mogła skorzystać. Zaznaczyła jednocześnie, że nie znała długości kolejek ani typowego czasu oczekiwania na tego rodzaju świadczenia medyczne, ta sprawa nie była wcześniej w centrum jej uwagi.
Według relacji Małgorzaty Pępek, gdyby wiedziała o bardzo długim czasie oczekiwania, rozważyłaby wykonanie badania prywatnie. Wskazała też, że po jej badaniu osoby zaangażowane w rejestrację zostały wezwane na rozmowy służbowe, a jedna z pracownic obawiała się konsekwencji zawodowych. Sama posłanka podkreśla, że nie chciała stwarzać nikomu problemów ani korzystać z uprawnień wynikających z pełnionej funkcji publicznej, a pojawiające się informacje wymagają wyjaśnienia, także w odniesieniu do faktycznego czasu oczekiwania na badania w tej placówce oraz zasad działania systemu rejestracji pacjentów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze