Eksperci medycyny sądowej ustalili, że nagłe pogorszenie stanu 41-letniej pacjentki było skutkiem ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej po cesarskim cięciu. Śledczy badają zaniedbania w opiece medycznej, nieprawidłowości w dokumentacji oraz opóźnioną reakcję personelu. Cztery osoby usłyszały zarzuty w związku ze sprawą.
Biegli z zakresu medycyny sądowej wskazali bezpośrednią przyczynę śmierci 41-letniej pacjentki i opisali okoliczności, które ich zdaniem doprowadziły do gwałtownego pogorszenia jej stanu po zabiegu. W opinii opisano przebieg zdarzeń mających prowadzić do zgonu.
Bezpośrednią przyczyną śmierci miała być ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa w przebiegu niewydolności wielonarządowej. Według opinii był to skutek atonii macicy oraz wstrząsu krwotocznego po cesarskim cięciu. Z przekazanych informacji wynika, że biegli nie zgodzili się z hipotezami przedstawionymi przez obronę anestezjologa oraz prezesa spółki prowadzącej placówkę.
Śledczy badają sposób sprawowania opieki nad pacjentką po cesarskim cięciu i działania podejmowane w pierwszych godzinach po operacji. Z materiału wynika, że lekarz ginekolog po zakończeniu zabiegu miał opuścić placówkę, a kobieta została bez bezpośredniego nadzoru lekarskiego. Około dwóch godzin później jej stan miał już wskazywać na rozwijający się krwotok wewnętrzny.
W ustaleniach podkreślono, że w momencie pojawienia się objawów nie wykonano badania USG, a ocena stanu pacjentki miała mieć ograniczony charakter. Jej stan nadal się pogarszał. Drugi zabieg rozpoczął się około siedmiu godzin po porodzie, co ujęto w dokumentacji prowadzonego postępowania.
Postępowanie obejmuje również czynności wykonane przed ponowną operacją. Z materiału wynika, że położna miała samodzielnie usunąć szwy skórne oraz częściowo rozciąć powięź, mimo braku uprawnień do takich działań. Biegli odnieśli się też do samej resekcji macicy. Wskazali, że kikut organu został zabezpieczony nieprawidłowo, co miało sprzyjać nasileniu krwawienia i dalszej destabilizacji stanu pacjentki.
Po zakończeniu drugiej operacji ginekolog Jarosław K. miał ponownie opuścić szpital. Według przekazanego materiału w tym czasie pacjentka znajdowała się w stanie agonalnym. Ten fakt odnotowano w kontekście dalszego przebiegu zdarzeń oraz działań podejmowanych wobec niej przez personel medyczny.
Jednym z głównych wątków śledztwa jest sposób prowadzenia dokumentacji medycznej 41-latki. Dokumentacja miała mieć wyłącznie formę odręczną. Śledczy wskazali, że znalazły się w niej dane niezgodne z ustaleniami, co stało się przedmiotem szczegółowej analizy. Jako przykład podano rozbieżność dotyczącą godziny rozpoczęcia drugiej operacji: w dokumentacji widniała około godziny 18.00, natomiast analiza logowania telefonów miała wskazywać na pojawienie się ginekologa w szpitalu około półtorej godziny później.
Z materiału wynika, że położna podczas przesłuchania przyznała się do umieszczania w dokumentacji nieprawdziwych danych. Miała twierdzić, że robiła to na polecenie prezesa placówki oraz anestezjologa Andrzeja Stanisława W. Wątek ten stał się jednym z istotnych elementów postępowania w sprawie przebiegu hospitalizacji pacjentki i weryfikacji rzetelności zapisów medycznych.
Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Północ. Postępowanie obejmuje okoliczności śmierci 41-letniej kobiety po cesarskim cięciu oraz działania personelu w czasie jej pobytu w placówce. Według przekazanych informacji zarzuty usłyszały dotychczas cztery osoby: dwóch lekarzy oraz dwie pielęgniarki. Opinia biegłych jest jednym z kluczowych materiałów dowodowych, a śledczy analizują opisane w materiałach nieprawidłowości dotyczące leczenia, dokumentacji oraz organizacji pracy placówki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze